blog o życiu i umieraniu, upadku i podnoszeniu się, o życiu moim - póki trwa...
Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Czytam | Fotografuję | Oglądam | Podróżuję
RSS
środa, 04 stycznia 2006
Dziś będę zażywać relaksu

Tak sobie postanowiłam, może niezbyt odpowiedizalnie, bo przecież trzeba posuwać do przodu załatwianie spraw zawodowych, że tak to określę. Niekiedy jednak potrzeba trochę "spokoju", poobijania się, że tak to określę.

Zatem oddaję się czynnościom tzw. lekkim i przyjemnym, może nie wysokich lotów, ale dającym pewien rodzaj satysfakcji. I o to chyba chdzi by nastroić sie poztywnie. I trzeba sobie jakoś pomóc. Jednym ze sposobów jest przeczytanie bardzo pozytywnego horoskopu na rok 2006. No i cóż z tego, że może to zabobony. Ale miło przeczytać, że rok będzie zdecydownie lepszey. Szczególnie miło gdy miało się rok jak w moim przypadku...

Wczoraj relaksowałam się przy muzyce. Dziś może upichcę coś smacznego. Może schab po szwajcarsku? Zobaczymy co popołudnie przyniesie.

Nie chcę płoszyć ptaka dobrego natroju. W żadnym razie. Póki jest i szybuje pod niebem radości niech trwa w takim stanie.

13:43, atropos64
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 stycznia 2006
Poproszę pancerzyk na serce

I w Nowym Roku poproszę o pancerzyk na serce, koniecznie! Same dobre chęci zapomnienia nie wystarczają. Potrzebna jest jest jeszcze odporność na kule wspomnień i doniesień najświeższych z życia mieszkańców zakazanych rewirów. Taki pancerzyk kuloodporny na serce poproszę.

10:54, atropos64
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 stycznia 2006
Planowanie...

Przede wszytskim uporządkować swoje życie. Cokolwiek to oznacza.

Nie robić żadnych projekcji, nie dawać się zwodzić złudzeniom. Dawać tyle by nie okaleczyć siebie i brać tyle by nie okaleczać innych.

Ładne co pisze Thoreau. Trafne bardzo i choć może komuś to się wyda profanacja słów mistrza, to rozbawiło mi. Cholernie trafne poczucie humoru, jakby pisał z myślą o mnie :)) by mi otworzyć oczy nawet w brutalny sposób.

"W moim pojęciu reformator nie jest taki smutny dlatego, że przygnębia go niedola towarzyszy dotkniętych nieszczęściem, ale - nawet gdyby był naświęszym synem Bożym- dlatego, że trawi go własna dolegliwość."

14:55, atropos64
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2005
Zdążyć przed pólnocą...

Udało się! Chciałam zdążyć przed pólnozą by zapisać: TO BYŁ WSPANIAŁY DZIEŃ!

23:53, atropos64
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 grudnia 2005
Wyjaśnienie przynosi ulgę...

No to już wszystko wiadomo. Bank wydał decyzję odmowną. Dobrze, że tam zadzwoniłam. Przynajmniej wiem, że tą drogą nie pomogę sobie w kłopotach.

Plany wystania w kolejce w UM i złożenia wniosku o dowód wzięły w łeb. Ledwie udało mi się pójść rano do fotografa i do apteki po coś wykrztuśnego. Skąd to cholerne przeziębienie??? ale żeby aż krwią pluć, to jak w czasach Judyma... Wigiliny deszcz tak mi się przysłużył czy może deszcz z gradem dwa tygodnie wcześniej. Ile to cholerstwo sie inkubuje? Nie ważne. Ngdy nie przykładałam wagi do zdrowia. Wielkie Czarne Oczy mówią: Idź do lekarza. Stram się bagatelizować sprawę, tłumaczę, że to tylko ze względu na trudność z wykrztuszeniem. Eks komentuje z nieskrywaną satysfakcją (kurde prawie się nabrałam na ten prezent gwiazdkowy): gruźlica ci się odnowiła. Taki dowcip niby. Po 35 latach???

Przysłali druk z Commerciala czy jak to się pisze i.. proszą o wskazanie uposażonego do dziedziczenia wkładów. Kurde! Muszę wskazać jak najszybciej. 7 tys drogą nie chodzi. Przyda sie Wielkim Czarnym Oczom jakby co. :)) No to sobie pożartowałam. Czy mi lżej? Jestem na etapie kichania nieustającego i kaszlu. Swędzenie już przeszło w wewnętrzny ból. Spokojnie, jeszcze gorączka mnie nie zwaliła z nóg, więc wciąż żyję :)) Było się już raz w podobnym stanie :)) Może lepiej, że mnie męczy w czasie urlopu. Branie chorobowego nie bardzo mi odpowiada. Całe trzy dni przede mną na zdrowienie :)) 

Mam jednak obawy co do decyzji pisania nawet o byle czym TAM. Wiedziałam, że jakiekolwiek zaczepianie najeźdźcy skończy się jego wielką agresją... Ja naprawdę wolę ciszę i spokój.

15:35, atropos64
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2005
By to!!!

Napisałam się tyle i... wcięło mi po prostu cały tekst! Ładnie! Widać za szczera w tym pisaniu byłam albo zbyt nieuważna.

Pokazałam znajomemu ten list z pogróżkami i on orzekł, że to się kwalifikuje pod działania organów ścigania. No nie wiem.. Pieniaczem nie jestem i wolę spokój w życiu... Jednak dałam się namówić na choćby śladowe teksty na starym blogu. Ponoć takie odejście nagłe świadczy o moim poddaniu się i.. hmmm jest bolesne dla Czytelników. Nie wydaje mi się bym tam zamieszczała aż tak ważne treście.. Czy w ogóle komukolwiek moje pisanie było potrzebne? Niestety ja to wiem, że już nie umiem być taka jak dawniej na swoim blogu. Na tamtym blogu.. A może na żadnym już nie ... W każdym razie tu jestem teraz u siebie. Nowe życie blogowe jak powiedział mi Ktoś, kogo nazywam Swoim Aniołkiem :)) A ponieważ wiem, że to czytasz Aniołku :))i wiem, że na pewno zauważyłeś wpis tam, to od razu wyjaśniam, że tam będzie już tylko bardzo mało emocjonalnie i schyłkowo...

Byłyśmy z córką w bibliotece. Postanowienie matki i córki! Sprawa była jasna: idziemy, odajemy przeczytane książki, przedłużamy te, które zostały w domu, nie wypożyczamy nowych ... Oba działy bibliteki (młodzieżowy i dla dorosłych) mieszczą się w jednym budynku, na róznych piętrach. Wchodzimy, wyjmujemy z torby każda swoje książki, rozchodzimy się. Po kilkunastu minutach spotykamy się na korytarzu. Każda niesie pod pachą po dwie książki. Patrzymy wymownie każda w kierunku kasiążek drugiej i wybuchamy niemalże jednocześnie śmiechem. - Nie mogłam się opanować jak zobaczyłam nowości. - mówię ja. - No.. ja tak samo, kiedy zobaczyłam kolejne części...

Ponieważ cisza z banku przedłuża się J. zasugerował bym tam zadzwoniła i spytała co się stało. Ponoć nic innego nie może to być jak nawał pracy związany z koncem roku i śiętami.. Czyżby?? Oby!!! Czaję się do tego telefonu.. Jesli do 16 nie zadzwonią wykręcę ten numer.. Muszę znać odpowiedż jakakolwiek by nie była.

 

12:00, atropos64
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 grudnia 2005
Pierwszy krok

Zrobiłam pierwszy krok. Pozostawiłam jedynie loga blogów. Treści, zakładki i inne dodatki ukryłam. Nie tak prosto skasować bloga na zero. A jednak to pierwszy krok do tego.W wolnej chwili jeszcze przed Nowym Rokiem (mam nadzieję) przegram treści blogów na dysk i wówczas... nastąpi zgon każdego z nich. Pozostanę tu i nie traktuję tego jako banicji.

Kolejnym posunięciem było przyblokowanie wszystkich adresów mailowych agresora. Z czasem być może zmienię adres...

Ktoś mi powiedizła wczora o Nowym Roku i Nowym Życiu... Spodobało mi się to...

Niestety zbliża się południe a z banku nadal żadnych wieści. Panika mnie zżera. Ma ułatwione zadanie, bo dziś to już mam gorączkę i gardło daje mi się we znaki ze zdwojoną siłą.

Zadzwonił były szef. Pomaga mu teraz koleżanka, która pracowała z nami jeszcze w 96 roku... Matko to już 10 lat. Pamiętam ją jaki prześliczną dziewczynkę, szczuplutką o czarnych naturalnie kręconych włosach i ogromnych czarnych oczach. Dziś ma trójkę dzieci i na pewno wciąż jest piękną kobietą. Ponieważ mnie jeszcze pozostał w pamięci układ pism i dokumentów na dysku więc, gdy mają jakieś problemy wówczas dzwonią do mnie z pytaniem, gdzie co można znaleźć.

12:01, atropos64
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 grudnia 2005
Taka mała decyzja

Mała, albo wielka, zalezy od punktu spojrzenia na moje sprawy. Zdecydowałam się przywdziać pancerz. Sprawiło mi to ból. Płaczę. Ale  to tak zawsze jest, gdy jesteśmy do czegoś - jakiejś sytuacji bardzo przywiązani. Nie mam wyboru. Muszę okazać sobie samej odrobinę litości. Czas najwyższy bym zaczęła troszczyć się o siebie samą. Życie mrzonkami jest chore. To jak życie nałogowca, który podnosi do ust pustą od dawna butelkę..

Tak jak przypuszczałam, jak kojarzyłam po lekturze dwóch miejsc zakazanych, ona nie podjęła decyzji na tak, ale on czeka. Tak jak to zapisałam kiedyś w innym miejscu będzie czekał. Zawsze. Nie mogę czekać z nim bo to bez sensu... Co ja wypisuję, a komu niby zależy bym czekała?!

Mam gorączkę, rozkłada mnie na dobre...

Powinna napisać pewnym miejscu THE END. Czekam na początke Nowego Roku. Akurat w samą rocznicę utworzenia zamknę tamten blog. Teraz już nawet sił nie mam by cokolwiek tam pisać

22:21, atropos64
Link Dodaj komentarz »
Święta mają coś z magii

Czas Bożego Narodzenia ma jednak coś czego inne dni roku nie mają. Jakąś magię... Chociaż na pewno i o niektórych innych dniach można powiedzieć, że są szczególne.

W Wigilę zostałam zaskoczona prezentem. Od byłego męża. Nigdy w życiu nie robił mi prezentów, a tu proszę i od razu taki! Powiedizałabym cenny. Nie tylko w znaczeniu ceny jaką za niego zapłacił, ale w kontekście moich marzeń.

Marzenia się spełniają, choć niekoniecznie w sposób w jaki jesteśmy w stanie to zaakceptować i pragniemy...

Ale jestem pod wrażeniem, jestem wdzięczna, też ucieszona, ale... mam poczucie cholernego zniewolenia...

Z banku przed Święami odpowiedzi żądnej nie dostałam. Liczę, że tuż po nich odezwą się z pozytywną odpowiedzią... Oby..

Bradzo mnie też niepokoi sprawa tego człowieka, który przypuścił na mnie atak... Choć możę jednak lepiej o nim nie wspominać. Może to pomoże mi uwolnić się od niego.

11:26, atropos64
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2005
Dwa listy i wpis w dzienniku

Otrzymałam dwa listy. Mail właściwie i list tradycyjny.

Mail do człowieka, który kiedyś zaskarbił sobie moją życzliwość jak kolego blogger. Miał sporo problemów i jakoś tak przylgnął do mnie, a ja dałam się poprowadzić jak baranek na rzęź do dnia dzisiejszego. Znajomość najpierw była kurtuazyjna. Wymiana grzeczności. Potem zaczęły się rozmowy na czacie i opowieści o doświadczeniach życiowych. Uznałam to za szczere i nigdy niezrobiłabym z tego użytku, z tych jego osobistych tajemnic, ktore mi powierzył. Myślałam, że ma się to w obie strony. Nasze blogi były,  że tak to określę zaprzyjaźnione. Codzienne wizyty, wpisy, i sporo maili. Któregoś dnia coś jego na moim blogu zdenerowowało. Przestał się wpisywac. Potem przysłala mail, że zrywa  ze mną i wysunął szereg żądań: pokasownie niektórych wpisów u mnie, wykasowanie odsyłacza do jego blogu, wreszcie napisał coś co mnie zaniepokoiło. Okazało się, że zupełnie inaczej zrozumielismy pewien temat. Od tamtego momentu przestalismy się owiedziać., Teoretycznie tylko, bo on nie ustaje w napiętnowywananiu mojego bloga i mnie. Kpi z wyglądu, wyciąga moje osobiste problemy i przedstawia mnie w najgorszym świetle. Ktoś poradził mi milczenie, bark reakcji. Milczałam, ale reagowali inni. I tak skupiło się na mnie,uznał, że ja napędzam tych ludzi. W końcu nie wytrzymał i wpisał sie na moim blogu  jadowicie z wielka kpina. Wtedy zareagowałam, dosc stanowczo i zabroniłam mu wpisów i mnie. No i przyszedł ten mail od niego... Grozi mi, że wszystko cokolwiekpisąłam o swoich osobistych sprawach wywlecze, w końcu wulgarnie i przy użyciu najgoszych sformułowań życzy mi samych okropnych rzeczy.. Deklaruje nieustanną walkę ze mną i niszczenie mnie. Wydawałoby się że zabiłam mu ojca i matkę, że stąd ta vendetta.. A ja tylko wyciągnęłam inny niż on sobie życzył wniosek z jego maila...

Dlatego założyłam nowy blog - ten właśnie w zupełnie innym miejscu. Mam nadzieję, że tu on nie dotrze. Dziwne, bo ja tak naprawdę temu człowiekowi nie życzę źle.. Ale on mnie wręcz nienawidzi.

List, który otrzymałam od więźnia, z którym koresponduję od ponad roku był w zupełnie innym tonie. Jednak nie mniej mnie zaniepokoił. To deklaracja wielkiego zainteresowania i uczucia do mnie. Nie widizałam go na oczy. Znamy się tylko z listów, a i to nie są to listy pisane z taką szczerością i rozmachem na jaki pozwalałayby warunki bez udziału więziennej kraty. Nie umiem tak - przyjąć i złożyć deklaracji... Boję się. Jestem zaniepokojona.

Ale czy więzień, który deklaruje AN (Absolkutną Niewinność) nie może mówić prawdy? Czy to od razu ma być gorszy gatunek człowieka?

Różowy brulion z nadrukiem chińskich liter i bambusa.. Dziennik, który pisałam przez okres od maja 2004 do czerwca 2005. Otworzyłam stronę z opisem wigilii i świąt 2004 - spędzonych z moim ojcem. Tylko my dwoje. On i ja.. i jego myśli, o których mi nie mówił i moje myśli, które spisałam. Ostatnia wigilia w jego życiu... I rozmowa telefoniczna z moim bratem, długa jak nigdy.. Ostania rozmowa z moim bratem... ktróry zmarł w kwietniu tego roku. Druga wigilia bez mamy...

Dziś wigilia u teściów, którzy nie maja pojęcia, że sa już byłymi teściami. Nie czuję nic, żadnej radości.

Ale wezmę się w garść. Umiem być dumna i odważna. Wiele przeszłam. Poradzę sobie. Stawię czoła wszystkiemu.

12:49, atropos64
Link Komentarze (1) »